| Historia Maciusia - część druga |
|
|
Środa, 04. Styczeń 2012 20:21
Strona 3 z 5 Czas do ściągnięcia szwów Na wieść że jedziemy do domu Maciuś poczuł się zdrowszy. Droga do warszawskiego mieszkania była krótka, więc zaryzykowaliśmy i z duszą na ramieniu nie zapięliśmy mu pasów (ze względu na obolałe bioderko skąd pobrano kość). Nie radzę naśladować, bo brak pasów wcale nie dawał jakiejś szczególnej ulgi, a przecież ryzyko wypadku było. W domu humor naszemu dziecku jednak nie wrócił. Wieczorna zmiana opatrunku to był koszmar. Ja działałam, mąż trzymał Maciusia: krzyczącego, płaczącego jak fontanna, zgrzanego od rzucania się i walki, czerwonego i wystraszonego. Że nas po tym nie znienawidził, a sąsiedzi nie wezwali policji to cud. W nocy mąż dał mi się wyspać czuwając nad Maciusiem. Ranek nie był pomyślny. Maciuś nie chciał nic jeść ani pić. Przez może 20 - 30 minut nie robił nic tylko płakał. W dodatku nie otwierając buzi w której zbierała się ślinka. Trzymał ją tak długo jak się da - aż przy drobnym uchyleniu wargi wszystko samo wypływało. Najwyraźniej połykanie sprawiało mu trudność. Pewnie w czasie operacji rurka intubacyjna obtarła mu przełyk.
Niewiele myśląc ubrałam się i wyszłam w poszukiwaniu większych zabawek. Pomyślałam, że większe gabaryty zrobią większe wrażenie. W pobliskich sklepikach kupiłam sporą kolejkę na baterie, motocykl na baterie, całkiem sporą śmieciarkę z trzema odczepianymi kubłami i kilka baloników. Po drodze w kiosku kupiłam trzy książki (bajki) i dwie gazety dla dzieci (Bob budowniczy, pociągi). Gdy wróciłam mąż przez chwilę zajął uwagę Maciusia w łazience a ja wszystko upchałam pod łóżkiem (na kolejne „czarne godziny”) - dając Maciusiowi na początek tylko kolejkę. Bingo! Maciuś przestał płakać, zajął się kolejką i zaczął sam pić. Picie było najważniejsze, bo jak wyjaśnił lekarz, bez niego łatwo o wzrost temperatury o odwodnieniu nie wspominając. Potem Maciuś zobaczył chleb i zaordynował: „Daj mi duży kawał!” Boże dzięki Ci – bo nic wcześniej nie chciał zjeść, ale co robić przecież mu nie wolno gryźć! Papek nie chciał, tylko tego chleba. Nalegał i zaczynał płakać. Z duszą na ramieniu odcięłam skórkę i podałam mu sam miąższ. Maciuś zaczął jeść. Potem dodałam mu na kawałkach chleba (miąższu) masła i koncentratu pomidorowego (bo lubi, a jest papkowaty). Kawałek po kawałeczku zjadł może trzy kromki (bez skórki). Po dwóch godzinach zaczął otwierać buzię, pokazywać na środek paluszkiem i płakać, mówiąc, że boli go ząbek. Przeraziłam się, bo przecież trochę gryzł, a nie powinien, lekarz wyraźnie powiedział: tylko papki! Po kilku minutach jednak Maciuś przestał płakać. Potem próbowałam mu podawać chleb namoczony w mleku (jak papka), ale odmawiał. Namaczałam więc w wodzie, ale ból ząbka wracał. Więc zrezygnowałam. Potem sama posmakowałam te „przysmaki” i poczułam, że namoczony w wodzie chleb przy gryzieniu zachowuje się jak guma do żucia - trochę skleja zęby i działa jak ssak, co dla Maciusia mogło być niebezpieczne! Przeszliśmy więc tylko na słoiczki różnych firm: zupki, papkowate obiadki, papkowata marchewka, gruszki z jabłkami. W razie gorszego humoru Maciuś dostawał kolejną zabawkę lub balonik. Nawet nie pamiętam kiedy zaczął chodzić (kuśtykać) na operowanej nóżce. Chyba rację miała pani profesor mówiąc, że nie tyle boli rana na nóżce co drażni („ciągnie”) przyklejony plaster. Z powodu rany nie mógł się kąpać, ale myłam go szmatką zwilżoną w ciepłej wodzie z dodatkiem płynu do kąpieli. Maciuś podczas całego pobytu w Warszawie budził się w nocy co jakiś czas i płakał, że boli go nosek, albo buzia. Nic się jednak nie działo, więc nie panikowałam tylko utulałam go i łagodnie przemawiałam. W ciągu dnia, nawet gdy już sam chodził i tak cały czas wołał „na rączki”. Od noszenia bolały nas już ręce, ale najważniejsze, że działało, bo nie płakał i się na nic nie skarżył.
|
