Start Artykuły Rozszczep wargi i podniebienia Historia Maciusia - część druga
Historia Maciusia - część druga Email
Ocena użytkowników: / 5
SÅ‚abyÅšwietny 
Środa, 04. Styczeń 2012 20:21

 Noc w klinice

Gdy go wyniesiono, Maciuś, tak jak dwa lata wcześniej, wyglądał jak po zderzeniu z pociągiem. Szwy miał też pod noskiem, bo oprócz wszczepienia wyrostka pani profesor zrobiła też małą korektę nosa. Nie chciał spać. Stękał, jęczał, płakał, moje uspokajania działały ale na góra 5 minut, po czym znowu płakał. Pielęgniarki (te same co dwa lata temu) wysnuły teorię, że Maciuś nie śpi bo jestem przy nim, on to czuje i dlatego jest rozkojarzony. Zaproponowały bym się oddaliła. Jedna z nich zaczęła go uspokajać tłumacząc, że poszłam do sklepu po soczek. Ja stanęłam za parawanem. Maciuś z nią dyskutował jak dorosły (mimo wciąż trochę działającego jeszcze znieczulenia ogólnego). Tłumaczył, że nie chce soczku, że nie chce spać, pytał wciąż kiedy wrócę. Trwało to może 15 minut. Ja stałam z boku sama mnie wiem dlaczego pozwalając na te dziwne metody. W końcu pielęgniarka zrozumiała, że nie wygra z moim synkiem i się poddała. Oznajmiła, że właśnie wróciłam i położę się koło niego. Maciuś, skołowany powitał mnie jak zbawianie, gdy się położyłam obok niego na łóżku zaraz zasnął. Choć w klinice rekomendują zostawienie dziecka i powrót do domu, ja polecam zostanie z dzieckiem. Nic nie zastąpi matki przy dziecku, zwłaszcza wtedy gdy cierpi. Pielęgniarki twierdzą że dziecko w noc po operacji śpi bo działa jeszcze narkoza. Ja natomiast dwukrotnie widziałam, że nie tylko Maciuś, ale także jego obaj towarzysze niedoli (dzieci operowane tego samego dnia) budzili się w nocy nie raz. Pielęgniarka nie utuli jak matka – już sam głos rodzica przynosi dziecku ulgę i uspokojenie...

Maciuś budził się co jakiś czas i wtedy opowiadałam mu bajki o kreciku albo koparce, a on słysząc mnie zasypiał by za jakiś czas znów się ocknąć jęcząc i płacząc. Po północy zwymiotował. Cały czas był podłączony do kroplówek, więc co rusz motałam się w ich przewody, o moim spaniu raczej nie było mowy.  Co godzinę - dwie pielęgniarka dawała mu coś przeciwbólowego (nie jestem całkowicie pewna czy były to środki przeciwbólowe czy może coś innego).

O 5:30 gdy Maciuś spał najsmaczniej i najgłębiej pielęgniarki zrobiły nam pobudkę. Zmieniły Maciusiowi opatrunek przy akompaniamencie jego żałosnego płaczu i jęków - jakby obdzierali go ze skóry. Potem znowu zasnął. O 6 rano pożegnała nas jedna z pielęgniarek której kończył się dyżur. Chyba dlatego obudziły nas wcześniej - by druga potem nie została sama ze wszystkim. Szkoda bo przerwały Maciusiowi sen a spał wtedy najsmaczniej, czego było mu właśnie potrzeba.

Gdy przyjechał mąż, Maciuś wciąż był obolały ale od razu chciał do taty na rączki. Zaraz dostał nową zabawkę - wóz policyjny i na chwilę zapomniał o cierpieniu. Szybko znowu sobie o nim przypomniał - bo przed wyjściem do domu była kolejna zmiana opatrunku. Najgorsze było chyba wpuszczenie do noska soli fizjologicznej i parafiny oraz spryskiwanie podniebienia sprayem antyseptycznym. Dokładnie mnie pouczono jak mam to sama robić w domu.

 



 

Dodaj swój komentarz

ImiÄ™:
Temat:
Komentarz:
  Tekst do weryfikacji. tylko maÅ‚e litery bez spacji.
Weryfikacja tekstu: