| Historia Maciusia |
|
|
Niedziela, 03. Maj 2009 14:30
Strona 4 z 6 OperacjaCzas operacji przyszedł bardzo szybko. Do Warszawy przyjechaliśmy dzień przed zabiegiem i zatrzymaliśmy się w wynajętym na tydzień mieszkaniu (namiary znaleźliśmy w Internecie). Podróż była dobra, najlepsza ze wszystkich naszych podróży do Warszawy. Mąż perfekcyjnie załadował samochód. Mimo, że jechało z nami tez Maciusia łóżeczko (złożone) miejsca było dużo jak nigdy dotąd. Maciusia trzeba było przebierać tylko dwa razy. Jeszcze wcześniej poinformowano nas, że po operacji można spędzić w klinice noc z dzieckiem ale odradzano mówiąc, że to nie ma sensu, bo dziecko i tak śpi, lepiej wypocząć przed trudami opieki w domu. Zastanawiałam się czy nie posłuchać tej rady, bo trudy po operacji na pewno będą. Dziecko po operacji już następnego dnia wraca do domu, ma założoną sondę do żołądka, którą można je karmić, i trzeba pilnować by jej sobie nie wyciągnęło. Cały czas trzeba czuwać przy dziecku, które jest obolałe, zdezorientowane i płaczące. Mimo to wolałam posiedzieć przy jego łóżku tę noc by być spokojna, że jeśli się będzie budzić będę mogła go utulić. Potem przekonałam się, że dobrze zrobiłam, bo Maciuś budził się wielokrotnie i lepiej że widział mnie a nie tylko obce twarze. Operacja trwała ponad 2 godziny. Zaczęła się po 17, pozwolono mi wejść na salę operacyjną i być z Maciusiem aż do zaśnięcia. Dzięki wcześniejszemu posmarowaniu nóżki maścią Emla Maciuś prawie nie poczuł wkłucia igły w nóżkę i okolice klatki piersiowej. Gdy podano mu gaz usypiający odpłynął momentalnie, jego ciałko zrobiło się wiotkie, wzrok zawiesił się gdzieś w próżni i leżał na stole jak upolowana sarenka (właśnie takie nasunęło mi wtedy porównanie). Widok był smutny. Bezwiednie napłynęły mi łzy do oczu, ale zaraz wzięłam się w garść. W czasie operacji poszliśmy z mężem do pobliskiego kościoła świętej Anny. Wróciliśmy po godzinie 19. Operacja skończyła się przed 20. Maciuś był obolały, opuchnięty, z nosa sączyła się krew ze śluzem. Wyglądał jak po zderzeniu z ciężarówką. Z nosa wyprowadzono sondę, której koniec przyklejono mu do czółka. W szpitalu czuwałam całą noc. Maciuś wybudzał się co jakiś czas, płakał nie wiedząc gdzie jest i co się dzieje. Dobrze, że byłam blisko. Pielęgniarki (na dyżurze zostały dwie) nie chciały się za bardzo angażować w opiekę nad Maciusiem. Gdy się budził zostawiały mi wolną rękę, a ja przecież nie wiedziałam co robić. Widząc moje pytające oczy tłumaczyły się, że gdyby mnie nie było, utulałyby dziecko, a tak nie chcą ingerować. Miałam wrażenie, że nie podobało im się, że zostałam na noc, ale może się mylę. O północy gdy zrobiło się już trochę spokojniej, poszłam do toalety, a gdy wróciłam zastałam włączony przez pielęgniarki telewizor stojący niemal nad główką Maciusia. Bałam się, że go to obudzi, ale nic nie powiedziałam, nie chciałam kłótni. Mimo zapewnień, nie byłam pewna czy z Maciusiem na pewno wszystko w porządku, nie wiedziałam co wydarzy się w nocy, wolałam mieć przy sobie sojuszników, a nie obrażone osoby. Gdy pielęgniarki na chwilę odeszły ściszyłam telewizor i do końca już tak zostało. Maciuś jakoś przysypiał. Mi też w nocy udało się przysnąć od około w pół do pierwszej do trzeciej. Za namową pielęgniarek położyłam się przy dziecku, jedna z nich nawet mnie przykryła. Nie były więc takie najgorsze. Maciuś budził się często mimo silnych leków przeciwbólowych i nasennych. Rączki miał przywiązane bandażem z swoich nóżek by nie wyciągnął sobie sondy. Moje łagodne przemawiania uspokajały go. |

Jestem w 32 tyg ciaży i 3 dni temu dowiedziałam się przypadkowo na badaniu usg na co innego, ze moja Mała tez będzie miała rozszep wargi i może więcej, ale badania dopiero przede mną. Płacze od momentu jak sie dowiedziałam, bo jak sami rozumiecie nikt nie spodziewa sie takich wiadomosci o swoim przyszłym dziecku. Nie mogąc spać z nerwów, odważyłam sie w końcu zajrzeć do internetu, i po wikipedii trafiłam własnie tutaj. Widziałam dwa zdjęcia dzieci z rozczepem, i szczerze mówiąc przeraziłam sie jeszcze bardziej, ale przeczytałam ten pamiętnik ze łzami w oczach i wypowiedzi innych rodziców, i mam jakąś nadzieję............ że moze jakoś sie ułoży, ze są możliwośći, i że nie jestem sama z takim problemem............. Ogólnie jestem sama jesli chodzi o partnera, ale mam wsparcie we wspaniałej siostrze, która wręcz staje na głowie żebym sie nie załamała. Jeśli ktoś bedzie chciał napisać cokolwiek lub poradzić, to podaję mail: izzi-1@gazeta.pl
Pozdrawiam i życzę udanych operacji dla wszystkich naszych pociech, i siły dla rodziców:-)
W całym nieszczęściu, nasze pociechy mają tyle szczęscia, że efekty operacji zamknięcia wargi, czy podniebienia są o niebo lepsze niż na przykład trzydzieści lat temu. Pani doktor pocieszyła mnie mówiąc, że na razie jej w to nie uwierzę, ale po porodzie rodzice przyzwyczajają się do "szerokiego" uśmiechu dzidzi, następnie stwierdzają, że w sumie to już nawet jej nie zauważają (zdaję sobie sprawę, że nie dotyczy to wszystkich rodziców). Mamy jednak szczęście, kiedy dowiadujemy się o rozszczepie jeszcze przed porodem i mamy czas na to, żeby przyzwyczaić się do tej wiadomości, poczytać o nim...
Pocieszmy się też tym, że mogło być gorzej. Rozszczep wargi lub wargi i podniebienia nie zamyka drogi do szczęścia w ich zyciu.Nasze dzieci będą mogły żyć samodzielnie, pracować, realizować się, założyć rodzinę...
Szybkiego i bezpiecznego porodu.
Duzo siły psychicznej, po porodzie również fizycznej.
Zdrówka dla dzidzi i mamy.
Pozdrawiam.
Jestem w 21 tygodniu ciąży i na dzisiejszym USG dowiedzieliśmy się, że nasza dziewczynka ma lewostronny rozszczep wargi i podniebienia(4mm). Wczytujemy sie teraz i pocieszamy większoscią wpisów. 23 listopada mamy spotkanie ze specjalistą i dowiemy się, czego możemy się spodziewać, na co szykować itd.
Ten pamiętnik chyba będziemy czytać kilka razy, bardzo dziękujemy za niego i pozdrawiamy wszystkich serdecznie. Zdrówka życzymy dla wszystkich dzieci.
Jestem już dorosłą 25-letnią kobietą, mamą dwójki zdrowych dzieci. Jestem po rozszczepie wargi i podniebienia wiem co to znaczy z czym się to wszystko wiąże. Byłam operowana w Warszawie i Lublinie. Mam sporo adresów,kontaktów prywatnych do profesorów. Jeżeli jacyś rodzice chcieliby by się dowiedzieć więcej bo urodziło im się takie maleństwo zapraszam bakteria1_66@o2.pl wiem co to znaczy ale w dzisiejszej dobie i postępie medycyny wadę tę można zlikwidować do minimum tak że staje się ona niemal nie widoczna pozdrawiam
moja Zosia miala zabieg 10 stycznia 2011, dokladnie 2 dni po skonczeniu 6 mcy. Operowal Ja dr Surowiec, w naszym przypadku rozszcep dotyczyl wargi po lewej stronie i dziaselka. Dziaselko czeka nas za jakies 2-2,5 roku, a warga wyglada super.
Niestety musimy wrocic do szpitala, bo Mala miala miec podciete wedzidelko pod jezykiem, ma problemy z jedzeniem od urodzenia, ale podczas zabiegu umknelo to :(
Dziekuje za ten pamietnik, z nim jest nam latwiej :)
Pozdrawiam
Kasia
pozdrawiamy wszystkich rodziców dzieci z rozszczepem.
Co do opereacji rozszczepów powiem jedno mam już spore doświadczenie jesli chodzi o jakie kolwiek wiadomści na ten temat i mogę stwierdzić iż na dzien dzisiejszy zoperowalabym dziecko od razu jedna ciekawostka doktor Dudkiewicz-Warszawa Centrum Zdr.Dziecka uważa że im wczesniej tym lepiej i faktycznie ma rację ,a dlaczego .... wiem to na przykładzie mojego synka gdybym zooperowala synka o wiele wcezesnie napewno nie miałby dzis problemów ze słuchem.Pomimo tego że teori na ten tema jest wiele że za wczesniej to nie dobrze i że lepiej czekać na odpowiedni wiek dziecka ,to nie jest taka łatwa decyzja bo dziecko jest znieczulone jednak to wszystko ma też wpływ na organizm.
Pozdrawiam rodziców i zyczę DUŻO zdrówka dla maluchów
Rodzice Karolka
Po przeczytaniu tego pięknego pamętnika odzyskałem radośc i wiarę że nasz Maciuś też będzie wyglądał jak inne dzieci.
Proszę podaj kontakt do siebie, bardzo bym chciał porozmawiać prywatnie.
Pozdrawiam,
Artur